Jestem dumna. Dawno nie widziałam tak wspaniałej i wielkiej wspólnoty Polaków pokojowo manifestujących przeciwko opresyjnej władzy.

Polskie miasta i miasteczka. Małe i duże. Rozświetlone lampkami. Białe od róż.

Ludzie zebrani pod sądami. Czytający konstytucję. Śpiewający bardów.  Siła spokoju i rozsądku. 


  manifestacja3
 
Jestem nie tylko dumna, ale i szczęśliwa, że zupełnie oddolnie i samodzielnie Polacy potrafili zebrać się i dzień w dzień pokojowo manifestować. Nie było w tym żadnej polityki, tylko autentyczna troska i protest przeciwko działaniom władzy zmierzającym wprost w stronę dyktatury. A politycy, jeśli pojawili się, to wtopieni w tłum. Bez barw partyjnych, bez frazesów, zjednoczeni z protestującymi.

Byłam na tych manifestacjach i czułam fantastyczną, pozytywną energię, dającą siłę i wiarę w to, że wspólnie da się wpłynąć na władzę i odwieść ją od ustanowienia prawa łamiącego wszelkie kanony demokracji.

Wydaje się to takie proste. Ale nigdy nie jest łatwo poświęcać czas, energię, narazić się na ewentualne szykany. Tym większy mój szacunek i podziw dla manifestujących rodaków.

Te protesty z pewnością wpłynęły na decyzję prezydenta Dudy, który zawetował dwie z trzech ustaw w sprawie tzw. reformy sądownictwa – ustawę o Krajowej Radzie Sądownictwa i o Sądzie Najwyższym. Piszę „tak zwanej”, bo to nie reforma, ale prosta droga do dyktatury. Do złamania kręgosłupa i zasady demokracji, jakim jest trójpodział władzy. De facto stało się to już przy zdemolowaniu Trybunału Konstytucyjnego, teraz miał być ciąg dalszy, kropka nad „i”.

Jestem daleka od traktowania tych wet w kategorii sukcesu. Przecież prezydent RP jednocześnie podpisał Ustawę o ustroju sądów powszechnych. Bardzo złą ustawę, pozwalającą ministrowi sprawiedliwości, który przecież już nadzoruje prokuraturę, na odwołanie dotychczasowych prezesów i wiceprezesów, a w ich miejsce wskazanie paluchem „swoich”. Ci z kolei będą mogli przenosić niepokornych sędziów do innych wydziałów, co spowoduje spowolnienie, a nie deklarowane przyspieszenie pracy sądów.

Andrzej Duda zrobił to, co było jego obowiązkiem, a i to nie do końca. Trudno zresztą było spodziewać się po prezydencie, który wielokrotnie już złamał konstytucję, podpisując ustawy przeforsowane niezgodnie z prawem i stanowiące złe prawo, by postąpił, jak Głowa Państwa. By podjął decyzje samodzielnie, dla dobra Polski i Polaków, a nie pod dyktando obozu władzy. Do tego trzeba państwowca. Męża Stanu. Nie notariusza.

I tu, niestety, koniec mojej wiary. Czekamy na ustawy autorstwa prezydenta. Nie sądzę, by bardzo odbiegały od filozofii wyznawanej przez PiS. Polityczne gierki przesuną jedynie w czasie likwidację trójpodziału władzy i niezawisłości sądów. Obym się myliła!  Musimy być czujni.

  manifestacja1
   
   
facebook